13 najlepszych polskich książek roku 2025 według „Polityki”
|

13 najlepszych polskich książek roku 2025 według „Polityki”

Miniony rok obfitował w interesujące polskie premiery wydawnicze. Spośród nich „Polityka” wskazała 13 tytułów, które uznała za najważniejsze książki 2025 roku. Które pozycje znalazły się na liście?

Poniżej pełna lista wyróżnionych tytułów.

Kim jest Jaga Babażyna? Starzejącą się aktorką, a może reżyserką inscenizującą spektakl grozy? Kogo gra w swoim życiu? A może to życie z nią pogrywa? A jeśli tak, to w którym ze światów?

Brawurowa powieść Weroniki Murek to historia o teatrze życia, w którym nie wiadomo, kto jest lalką, a kto pociąga za sznurki. Pełna intryg nicujących rzeczywistość, wydarzeń, które wymykają się wszelkim regułom, i niepokoju, który czai się tuż-tuż, w garderobie pośród kostiumów, pod stołem czy przy zejściu do metra.

Pisałem te teksty – zróżnicowane formalnie – przeważnie na zamówienie, stąd tytułowe obstalunki, ale nie traktuję ich drugorzędnie. Były i są dla mnie ważne, odzwierciedlają moje literackie i pozaliterackie zainteresowania, jakoś wiążą z innymi moimi książkami. Obejmują lata 2009-2024. Ułożyłem je niechronologicznie, raczej w porządku tematycznym, z nadzieją, że tworzą w miarę intrygującą opowieść i widać w nich rozwój myśli. Bodaj najwięcej jest tu portretów konkretnych pisarzy, ale są też szkice tematyczne o duchach, sobowtórach, mitach, nieistniejących imperiach i literaturze wobec katastrofy.

Rok, w którym nie umarłem to poruszająca książka autorstwa Mikołaja Grynberga, która w niezwykle szczery sposób ukazuje zmagania z życiem oraz nieuchronnością śmierci. To opowieść o miłości do życia, ale także o strachu przed tym, co nieznane. Autor w swojej narracji odnosi się do własnych doświadczeń, które kształtują jego postrzeganie rzeczywistości, a także do wspomnień o tych, którzy odeszli, a ich obecność wciąż jest odczuwalna w codziennym życiu.


Punktem wyjścia opowieści jest autentyczne znalezisko – kaseta magnetofonowa z amatorskim słuchowiskiem z udziałem tytułowego bohatera – Pijaczka, nazywanego przez narratora Zygfrydem. Zapis kasetowy został wiernie spisany, a fragmenty chaotycznych dialogów przeplatają się z dygresyjno-wspomnieniowymi partiami narracji. To właśnie te dygresje tworzą główną oś powieści – narrator drobiazgowo rekonstruuje kilka lat znajomości z Pijaczkiem, odtwarzając jego język, zachowania, rodzinne relacje oraz niejednoznaczny status społeczny. Minimalizm fabularny, wsobność i powtarzalność doświadczeń stają się cechą rozpoznawczą stylu Macieja Sieńczyka – czytelnik zostaje skazany na rzeczowość i konkretność, bez wyrafinowanych interpretacji czy fałszywego sentymentalizmu.

W świętokrzyskich lasach, w cieniu Łysej Góry, obok miejsca, gdzie na Czarciej Polanie głaz przygniótł diabła, od lat toczy się zajadła wojna. Dwa zwaśnione rody pielęgnują nienawiść, której nauczyli ich przodkowie.

W tej wsi są ludzie z kamienia twardszego i ostrzejszego niż te na gołoborzu, a ich oczy płoną gniewem. Wszyscy wiedzą, że wojna między Kończakami a Cebrzynami jest święta, morderstwo – honorowe, a rodzina i obowiązek wobec niej stoją ponad prawem. Wyrok wymierza się tutaj osobiście. Najlepiej nożem.

Stefan Cebrzyna nie mógł od tego uciec. Nawet jeśli Jadźka Kończakowa była dla niego od zemsty ważniejsza. Przysięgi złożone ojcom muszą zostać dotrzymane. Tutaj honor znaczy więcej niż życie, a zemsta działa nawet zza grobu.

Maciej Siembieda w swojej najbardziej osobistej powieści odmienia zemstę przez wszystkie przypadki. Rozlicza się z trudną historią Gór Świętokrzyskich – przywołuje krążące wokół regionu legendy i łączy je z historią Polski od powstania styczniowego aż do lat 90. XX wieku. Tu intryga niczym z Ojca Chrzestnego przeplata się z szekspirowskim dramatem.

Kamionek – z tekstem Marcina Wichy i zdjęciami Agnieszki Rayss – jest opowieścią o historii tego miejsca i zarazem poetyckim esejem o przemijaniu.
To również niezwykły manifest uważności dwojga autorów, którzy potrafią dostrzec wokół siebie niepozorne detale: rysę w chodniku, spłowiałą flagę, stare, przetarte ogłoszenia. Z tych obserwacji tworzą mozaikowy portret bliskiego im skrawka Warszawy, gdzie powoli blakną lub znikają ślady przeszłości. 

więcej nic jest ostatnią autorską książką poetycką Krystyny Miłobędzkiej (1932–2025), którą zaplanowała jako pożegnanie z własnym pisaniem i zakończenie twórczości. Na zawartość tomu składają się zapisy z ostatnich kilkunastu lat życia, zgodnie z decyzją autorki miały zostać wydane pośmiertnie. 

Raz jeszcze zacząć od początku – ze świadomością zbliżającego się końca. Spróbować zamknąć życie w kilku koniecznych słowach. więcej nic to niezwykła i przejmująca w swoim minimalizmie opowieść o znikaniu i trwaniu. Poezja, w której słowa ustępują miejsca ciszy i milczeniu, a obecność – nieobecności.

To monumentalne dzieło zostało skompletowane z różnych, osobno prowadzonych form dziennika prywatnego powstałych na przestrzeni podanego datowania, które nigdy dotąd nie były wydane w postaci scalonej. Niektóre jego partie były publikowane na łamach parsy literackiej (Kwartalnik Artystyczny, Arkadia, Rzeczpospolita) lub jako integralny tekst albo aneks do poszczególnych publikacji książkowych („Miazga”, „Apelacja”), lecz znaczna część prezentowana jest po raz pierwszy. Dzięki niezwykle sumiennej i wytężonej pracy badaczki twórczości Andrzejewskiego, Anny Synoradzkiej otrzymujemy całość ich rozproszonych części w układzie chronologicznym, która dopełnia cykl dziennikowych zapisków publikowanych w osobnych książkach za życia autora ( „Z dnia na dzień”, „Gra z cieniem”, będących wszak zbiorami form dziennikowo – felietonowych), co pozwala na zapoznanie się z różnymi fazami aktywności literackiej, życiowej i towarzyskiej. Ogrom poruszanych wątków, wyjawianych stanów psychicznych, obserwacji czy refleksji pokazuje niezwykle złożoną osobowość Andrzejewskiego, czyniąc z „Dziennika” niemal materiał źródłowy fenomenu literackiego i egzystencjalnego, jakim bez wątpienia było jego dzieło, ale także samo jego życie, przy jednoczesnym ukazaniu skomplikowanych kontekstów rzeczywistości PRL-u, wikłających pisarza w rozliczne mechanizmy jego funkcjonowania. To wreszcie rozległa panorama bliskich i dalszych postaci towarzyszących autorowi na przestrzeni lat, intensywnie zabarwiona odautorskimi konstatacjami i opiniami.

Opis pochodzi ze strony:
https://www.facebook.com/Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka

Rok 1632. Przez kraj czekający co przyniesie kolejne bezkrólewie podąża dwóch wędrowców: ślepy szlachcic i jego olbrzymi, wiecznie milczący towarzysz. Nie wiadomo skąd i dokąd zmierzają, ale wiadomo, że niosą ze sobą tajemnice wspólnej drogi.
W karczmach i zajazdach, na weselu i w kolasie, wszędzie ślepy szlachcic dzieli się opowieściami o Stanisławie Wróblewskim herbu Krzywda. Wróblewski przemierza Rzeczpospolitą, stając się raz bohaterem, raz mimowolnym świadkiem wydarzeń budzących grozę. Świat w opowieściach bezimiennego szlachcica jest pełen demonów i diabłów – zaludniają go monstra rodem z przedchrześcijańskich wierzeń. Każda z historii opowiada o innym wydarzeniu z życia Stanisława Wróblewskiego: sejmiku, który zakończył się krwawą łaźnią, spokojnym świętowaniu, które przerodziło się w tragedię, czy nieszczęśliwej miłości gdzieś w górach na granicy z Siedmiogrodem. Każda pozwala lepiej zrozumieć, kim jest Stanisław Wróblewski. Wszystko zaś prowadzi do epilogu w karczmie na zamarzniętym Bałtyku, w którym bezimienny ślepiec spotyka swoją nemezis.

Krzywda jest powieścią szkatułkową o losach człowieka bez domu, rzucanego z miejsca na miejsce od puszczy na Żmudzi, przez daleki ukraiński step i Prusy, po Karpaty.

Franciszek Strzelecki i Czesław Majda ruszają w pościg za zbiegiem. Mają wykonać wyrok śmierci. Nie kłopoczą się powodami, dla których partyzanci zlecili im tę robotę, przynajmniej na początku. Nie są zdolni do namysłu, a może wcale nie chcą zastanawiać się nad dwuznaczną rolą, jaką mają odegrać. Robili już w życiu znacznie podlejsze rzeczy. Poza tym mają wobec partyzantów dług do spłacenia oddział leśnych ocalił ich kiedyś od śmierci z rąk niemieckich żołnierzy. Zresztą, człowiek, którego tropią jest pewnie zwykłym kolaborantem. Takiego zabijać nie szkoda. Strzelecki i Majda przemierzają wioski, lasy i hale. Mówią, że szukają mężczyzny, ponieważ chcą mu oddać pieniądze. Ludzie okazują im niechęć. Boją się uzbrojonych bandytów, podejrzewają, że nie chodzi o zwrot pieniędzy. Wiedzą, że ci dwaj to podejrzane typy, że trudnią się rabunkiem i mordowaniem, tak jak robili to przed wojną. Ale jednak wskazują im drogę. Ze strachu, a może dla świętego spokoju. Ktoś mówi, że głupi Tosiek ma znać kryjówkę skazańca, ale wymyka się w ostatniej chwili. Muszą go dorwać, wyciągnąć z niego informacje. Nie trzeba go wcale zabijać, to tylko wiejski głupek, nieszkodliwy idiota, nie ma żadnego związku z kolaborantami. Majda i Strzelecki wiedzą już, że są blisko. Czują ekscytację, ale w ich sercu zaczyna kiełkować też trudny do określenia lęk. Co stanie się, kiedy w końcu spojrzą w oczy ofierze? Czy postępują słusznie, czy też popełniają kolejną zbrodnię? Czy po wykonaniu wyroku odkupią swe winy i przestaną być bandytami?

Miasto to pomnik człowieka. Z impetem zderzających się płyt tektonicznych niszczymy stare i tworzymy nowe krajobrazy. Czy można opowiedzieć historię miasta inaczej, by ani człowiek, ani beton, żelazo czy szkło nie były głównymi bohaterami? Niech będą nimi pozostałości prastarych puszcz, rosnące na pomnikach porosty, ale i ruderalne samosiejki kiełkujące spomiędzy chodnikowych płyt. Ta osobista, poetycka książka nauczy was dostrzegać przyrodę wokoło i sprawi, że odkryjecie swoją okolicę na nowo.

Lida, nauczycielka wychowania fizycznego, porzuca duże miasto i wybiera życie na uboczu z dwoma mężczyznami. Jest outsiderką, która szuka przyjemności i je znajduje. Lida ma w sobie wyniosłość wobec tego, co złego ją od losu spotyka. I nie przygląda się światu, tylko się z nim zderza.

Nowa powieść Zyty Rudzkiej to historia miłości możliwej, a zarazem bardzo zwyczajnej. Zło działa i wiąże nici na drugim planie tej opowieści.

1. Null, Szczepan Twardoch, wyd. Marginesy

null_okladka_twardoch

Nadziei nie ma.

Jest błoto, drony i betonowy strop piwnicy, jeśli masz dość szczęścia, i bunkier, który nazywasz blindażem, a zwykle jest marną jamą w ziemi. O co więc walczysz? Czy wierzysz jeszcze w sens tej walki?

Na pierwszej linii frontu – na „nullu” – w odciętym rzeką kawałku świata, którego nie można oddać, choć się go nie ocali, Koń i jego towarzysze wypatrują światła, wiedząc, że to, które nadejdzie, będzie raczej rozpalającą niebo eksplozją. Na nullu braterstwo i odwaga nabierają nowego znaczenia, racjonalność ustępuje intuicji, przesądom i wierze. Są ochotnicy i są mobiki, którzy nie chcą walczyć, jest miłość krótka jak życie na froncie i bywa też internet ze starlinka.

Koń to rozumie, chociaż żołnierzem jest od niedawna. Wszystko, w co dotąd wierzył i co kochał, umarło, zostawił więc za sobą zgliszcza dawnego życia w Polsce i wyjechał walczyć i szukać odkupienia – a może śmierci? Obumarły w środku poznaje Zuję, pierwszą, która nosi to imię. Zuja wyzwala w nim to, co uważał za dawno martwe. Przeszłość, o której Koń nie mówi i nie chce myśleć, ciągle powraca.

Jest też pies, którego nie uzdrowił mag z Tadżykistanu.


Autorskie podsumowanie 2025 roku w polskiej literaturze dla magazynu „Polityka” przygotowała Justyna Sobolewska, krytyczka literacka, pisarka i dziennikarka.

Ubiegłoroczny ranking można sprawdzić tutaj.


Źródło: https://polityka.pl
Opisy i okładki: https://www.empik.com, https://www.taniaksiazka.pl, https://wydawnictwo.bs.katowice.pl

Dodaj komentarz