"Mikrotyki" czyli świat opowiedziany

"Mikrotyki" czyli świat opowiedziany

Paweł Sołtys to człowiek, który głównie kojarzy się z muzyką. Jako Pablopavo nagrał osiem płyt, a zanim zaczął karier solową, współpracował z wieloma znanymi zespołami. Pablopavo – jako osobowość sceniczna – wygląda i zachowuje się, jakby upływający czas go nie dotyczył. Postęp technologiczny i tak modna teraz gonitwa nie dotyczy także Pawła Sołtysa i daje on temu wyraz w swoim literackim debiucie pt. Mikrotyki.

Mikrotyki to zbiór historii, które „wędrują po świecie”, historii, które przychodzą do nas same. Autor zabiera czytelnika w podróż do świata bardzo analogowego. Niewiele tam technologii, a więcej człowieczeństwa w różnych jego wydaniach – także takich, o których nie jest wygodnie ani pisać, ani czytać. Zarysowana przez Sołtysa szara panorama miasta, mimo tego że przedstawia Warszawę, sprawia wrażenie swojskości i lokalność.

Czytamy o blokowiskach, na których wszyscy się znają, o nastoletnich znajomościach, zapadających w pamięć na całe życia, o pijaczkach, snujących życiowe mądrości przy najtańszym winie z osiedlowego sklepu.

Opisywany świat mocno spaja krótkie historie, z których składa się cała książka. Każda z nich [historii] dotyczy czegoś innego, jednak dzieje się na tej samej scenie, zmienia się tylko oświetlenie.

Jednorazowe wycieczki

Mimo wspomnianej swojskości i lokalności, autor pozwala sobie na wycieczki, w których nawiązuje do mitologii, pop-kultury (westerny, film „Avatar”) czy awangardy:

To da, da, da, będziesz miał skolko ugodno, przeskok będziesz miał od razu przez połacie awangardy: miasto, masa, maszyna i dada.

Nie tylko brzmienie

Mikrotyki niejednokrotnie brzmią i nie mam na myśli historii, których echo jeszcze długo po przeczytaniu rozbrzmiewa w naszych umysłach, ale zabiegi stylistyczne, których dźwięczność wyraźnie przejawia się w tekście. Znajdziemy w nim wiele instrumentacji głoskowych, echolalii, czegoś, co przypomina refreny, a także muzycznych określeń (murmurando, intonacja), lub po prostu muzycznych opisów i metafor:

Cisza, zgrzyt zalanej zapalniczki, jakby pocierać o siebie mokre skórzane paski.

lub

Może to akurat w tamtej chwili był rozkręcony na cały regulator, aż się zdawało, że kuchnia pęcznieje od dźwięku, pęcznieje jak brzuch, gdy bierzemy ze strachu wielki wdech, może to było przyczyną?

Nie sposób nie zwrócić uwagi na rytm, który pojawia się w tej książce w sposób nieoczywisty, ale regularny. Często ten idzie ramię w ramię z rymami.

[…] bo starszy Greku (tak to się odmieniało) przylutował ci rakietą tenisową w potylicę. Więc nasłuchiwałem, ale osiedle raczej spało. Spali moi rodzice, sąsiedzi […], spał Radzio Wariat dziecinnym snem, bo mimo lat czterdziestu miał nadal pięć.

Mikrotyki nie szczędzą czytelnikowi także metafor („[…] bo się człowiek składa wtedy z bólu, cierpienia i nadwyrężonych ścięgien…”) i porównań:

Deszcz przelatywał przez noc i przez słabe światło latarni z wysokim pomrukiem, jakby chłopiec przechodzący mutację udawał chrapanie ojca.

Sprawność językowa Sołtysa przejawia się nie tylko w wielu dobrze znanych nam zabiegach stylistycznych i intertekstach, ale także poprzez neologizny, których autor nam nie szczędzi (badyliada, sfarfoclował, dogórynogowy, znijaczeję, odumarł).

Wszystkie te językowe smaczki zawarte w Mikrotykach sprawiają, że opowiadane przez autora historie naprawdę żyją – tak jak ich bohaterzy i miejsca w nich przedstawiane. Żyją, tak jak w ludzkich umysłach żyją wspomnienia, a można odnieść wrażenie, że to właśnie one stanową lwią część tej książki.

Nie raz i nie dwa

Mikrotyki to zjawisko (używam tego słowa w pełni świadomie), które może zyskać jeszcze więcej po kilkukrotnym przeczytaniu. Dzieje się tak, ponieważ sprowadzenie dość rozległej rzeczywistości do formy mikrohistorii sprawia, że stężenie interesujących elementów jest tak wysokie, iż możemy nie „skorzystać ze wszystkiego przy pierwszym podejściu.

Mikrotyki mogą przypominać labirynt, który prowadzi nas od człowieka do człowieka. Istotę tej książki najlepiej ujmuje sam autor, pisząc w jednym z rozdziałów:

Niektóre historie się pamięta, a niektóre pamiętają ciebie i wyciągają rękę, żeby cię poddusić w najmniej spodziewanych chwilach.

Paweł Sołtys wykorzystał te nie zawsze życzliwie wyciągnięte dłonie i stworzył bogatą opowieść w szalenie skromnej formie, po którą warto sięgnąć, by poznać nowe rozwiązanie wśród popularnych teraz krótkich form.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *