O celach, motywacji i o tym czy warto

O celach, motywacji i o tym czy warto

Żyjemy w czasach… – tak rozpoczyna się ogromna część lifestylowych wpisów, które codziennie przewijają nam się podczas scrollowania Facebooka czy Instagrama. Zacznę dziś w ten sposób i ja, bo choć wpis ten jest zainspirowany książką, to bardziej dotyczy życia niż literatury.

Zatem tak, żyjemy w czasach, w których nie ma miejsca na porażkę albo nawet na brak spektakularnego sukcesu. Chcemy wszystko wiedzieć, bardzo dużo mieć i wszędzie być. Fromm prawdopodobnie przewraca się w grobie, głowiąc się, jak to wszystko jest możliwe jednocześnie. To czy jest możliwe jest jeszcze inną kwestią, ale o niej nie dziś.

Wracając jednak do wszechobecnej potrzeby wszystkiego, chciałabym się przyznać, że ja też tak mam. Staram się jak najbardziej usprawniać działania w moim mikrokosmosie, aby spełniać swoje wymagania. W tym celu słucham mądrych ludzi, dużo myślę nad tym, co robię i jak robię, czytam mądre książki i wierzę, że to wszystko przyniesie efekt. I prawdopodobnie ta wiara odgrywa tu największą rolę. Jednak w chwili niepohamowanego pragnienia wiedzy (A nie mówiłam? Też mnie to dopada.) kupiłam książkę Briana Tracy’ego pt. Zamknij się i działaj!, aby odkryć nieznane mi jeszcze tajniki (dokładnie siedem kroków) sukcesu.

Czy tak się stało? Nie, bo wszystko, o czym przeczytałam w tej książce, słyszałam lub czytałam wcześniej. Nie zmienia to jednak faktu, że od czasu do czasu dobrze sobie przypomnieć, jak żyć. Albo upewnić się, jak żyć się nie chce.
Podczas lektury tej skromnej w swych rozmiarach książki, wielokrotnie zgadzałam się z autorem, w kilu miejsca miałam jakieś „ale”, a z pewnymi teoriami stanowczo się nie zgadzałam.

Zgoda!

Prawdą jest to, że usunięcie z głowy opcji porażki jest bardzo ważne. „Porażka” brzmi strasznie. Lepiej „doświadczać trudnych momentów”, albo „wynosić z życia lekcje” niż „ponieść porażkę”. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież i tak to samo. Być może. Ja jednak zgadzam się z Wittgensteinem, który twierdził, że granice jego języka są granicami jego świata. Słowa naprawdę stwarzają świat.

Zgadzam się również z tym, że najlepszy moment na działanie jest właśnie teraz. Sama dobrze wiem, że gdy poczuję chęć do ćwiczeń fizycznych i odłożę je na później, szanse, że zrobię trening maleją z każdą minutą. Impulsy są kluczowe. Oczywiście te dobre, bo gdy w przypływie impulsu chcemy urwać głowę partnerowi, to może lepiej odczekać piętnaście minut, żeby emocje nieco opadły.

Zgadzam się też z tym, że bardzo ważne jest, aby wyzbyć się poczucia zależności od kogokolwiek. Dobrze mieć świadomość, że to my kierujemy swoim życiem i nie musimy się na nic godzić, jeżeli tego nie chcemy. Możemy mieć stuprocentową (tak, stuprocentową!) pewność, że od naszego jednego, lichego „nie” świat się nie zawali. Ha! Taka jestem mądra, a to malutkie, nieszkodliwe „nie” przychodzi mi często z wielkim trudem. Ale pracuję nad tym! Dlatego też o tym piszę, bo jak już wspomniałam – wierzę, że słowa tworzą rzeczywistość.

Zgadzam się też z tym, że nie należy uzależniać swoich działań od tego, co myślą o nas inni. Wszyscy jesteśmy po części egoistami i chcielibyśmy bywać pępkiem świata. Prawda jest jednak taka, że niewiele osób na świecie obchodzi to, co robimy.

Zgadzam się też z tym, że nie ma nierealistycznych celów, są tylko nierealistyczne terminy. I cele, które w trakcie realizacji uznajemy za bezsensowne, ale tu widocznie poszło coś nie tak na samym starcie (to zdanie to już moja inwencja, nie pana Tracy’ego).

Małe ALE

Po części zgadzam się z tym, że trzeba wymagać od siebie więcej niż wymagają od siebie inni. Myślę jednak, że trzeba robić to bardzo ostrożnie, ponieważ łatwo przesadzić i z największego motywatora stać się dla siebie największym wrogiem.

Nie do końca zgadzam się też z tym, że aby osiągnąć sukces należy robić rzeczy, które nas przerażają. Oczywiście, trzeba mierzyć się ze swoimi lękami, ale uważam, że nie za wszelką cenę. Na drugim roku studiów przerażał mnie egzamin z najsurowszym doktorem-legendą na całym moim wydziale. Nie zdałam go w pierwszym terminie ze strachu, choć bardzo próbowałam. Fakt, że zmierzyłam się z tym przerażeniem uważam za jakiś sukces, ale myślę, że było to zupełnie niepotrzebne. Byłam przez to zmęczona przez kolejne półtora roku i wiodłam życie ameby. Zatem mierzmy się ze swoimi lękami, ale wiedzmy też kiedy dać sobie spokój. Zdrowie jest ważniejsze.

Stanowcze NIE

Nie zgadzam się z tym, że jednorazowe potknięcie osłabia nasze nawyki. Fakt, że jesteśmy ludźmi i mamy dwie nogi gwarantuje, że będziemy się potykać. Ślimaki się nie potykają, bo moją jedną stopę, ale poruszają się okropnie wolno.

Nie zgadzam się, że trzeba „szybko upadać i szybko się uczyć”. Oczywiście – im szybciej, tym lepiej, ale czasem warto zrobić krok w tył i się zastanowić, co poszło nie tak.

Nie zgadzam się też z tym, że trzeba działać każdego dni. Każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Ba! Mam nawet teorię, że regularne oddychanie jest gwarantem sukcesu.

Wnioski są więc takie, że warto myśleć, oddychać, czasem sobie odpuścić i dbać o siebie. Spełnianie swoich marzeń, które czynimy celami przez wyznaczenie im daty realizacji, jest fantastyczne. Żaden cel jednak nie będzie nas cieszyć, gdy doczołgamy się do niego na rezerwie.

Oddychajmy! Miłego dnia!

2 Comments
  1. Nie czytałam tej książki i z pewnością po nią nie sięgnę, bo moim mottem od dwóch lat jest: nie bój się nic nie osiągnąć. Przytłaczają mnie nadciągające z każdej strony słowa motywacji. Żyjemy w takich czasach, w których każdy musi działać, robić cos więcej niż inni, być kims. Ja postanowiłam być sobą, na swój sposób i o dziwo była to najlepsza droga do sukcesu.
    Zgadzam się z Tobą, czasami trzeba się wycofać i odpocząć. Ja odpuściłam i to dzięki temu jestem teraz w tym miejscu, w którym jestem. 😉

    1. Dokładnie tak! A postanowienie bycia sobą, to najlepsze, co można zrobić. Ważne, żeby po prostu robić swoje. 😉 Pozdrawiam serdecznie <3

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *