"Dla twojego dobra" - czyli kiedy ludzie mówią o słowo za dużo

"Dla twojego dobra" - czyli kiedy ludzie mówią o słowo za dużo

Prawdopodobnie każdy choć raz w życiu usłyszał zdanie, które zaczynało lub kończyło się słowami „mówię to dla twojego dobra”. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że te słowa nic nie zmieniają, a działanie w dobrej wierze rani czasem bardziej niż bezczynność.

Życie to najbardziej rozbudowane wesołe miasteczko świata. Nazwą nie można za bardzo się sugerować, bo na terenie tego parku rozrywki jest wiele domów grozy. Zazwyczaj wpadamy do nich niespodziewanie, a przy wejściu najczęściej na dodatek boleśnie uderzamy głową w zbyt niską futrynę. Zdarza się również, że w zupełnie niewytłumaczalny sposób teleportujemy się między tymi przestrzeniami strachu.

Ten życiowy rollercoster wiąże się zazwyczaj z uczuciem zupełniej bezsilności, zagubienia i strachu oczywiście. Czego najmniej wtedy potrzebujemy? Kogoś, kto zaczynając lub kończąc wypowiedź słowami „mówię to dla twojego dobra…”, wygłasza ostrą ocenę naszego radzenia sobie z daną sytuacją.

Prawo bez podstaw

Taka osoba rości sobie prawo do wygłaszania opinii na temat naszego postępowania (zupełnie, jakby była ekspertem w tej sprawie, jednak najczęściej prawda jest taka, że sama nie ogarnia swojego życia). Podstawowe pytanie powinno brzmieć „Co daje jej na to przyzwolenie?”.

Istnieje na nie tylko jedna poprawna odpowiedź: „NIC, ponieważ ten ktoś nie jest tobą”. A co za tym idzie, nie przeżywa tego, co ty (nawet jeżeli próbuje sobie to wyobrazić), nie ma za sobą wielu doświadczeń, które w jakiś konkretny sposób wpływają na twoją sytuację i zachowanie. Generalnie niewiele ma z tym wspólnego.

Resuscytacja

Jeżeli osoba oceniająca jest ci szczególnie bliska, w sytuacji kryzysowej powinna po prostu zamilknąć. Ewentualnie przedstawić swoje zdania, ale tylko wtedy, gdy zostanie o to poproszona.

Kopanie leżącego naprawdę nikomu jeszcze nie pomogło. I nawet, jeżeli uważamy, że ktoś postąpił głupio, w pierwszej kolejności powinniśmy zająć się zbieraniem tego poturbowanego truchła z podłogi i przywracaniem mu funkcji życiowych, a nie dobijaniem. Żadne „dla twojego dobra” albo „w imię przyjaźni” tu nie działa.

Co z wolnością?

W momencie wygłaszania tak śmiałej opinii, ten ktoś nie tylko sprawia ci ból, ale  słowem zakłóca twoje (i tak już zachwiane) poczucie bezpieczeństwa. Łamiąc, według mnie, w ten sposób podstawową zasadę wolności: twoja kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka.

Wiem, że trudno w takich sytuacjach wierzyć sobie, bo zazwyczaj nie wierzy się wtedy w nic. Uważam jednak, że na pewno nie można przyznać racji tym oceniającym. Może wtedy znudzi im się to bezcelowe zajęcie. A my – mimo że srogo przeczołgani – pójdziemy w przyszłość silniejsi.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *