Czy naprawdę "Mogło być nic"?

Czy naprawdę "Mogło być nic"?

Kwiat Jabłoni to dwuosobowy zespół tworzony przez Katarzynę i Jacka Sienkiewiczów. Ich pierwszy album Niemożliwe szybko pokrył się platyną i tak samo szybko ten utalentowany duet stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych grup muzycznych młodego pokolenia.

Swoim brzmieniem momentami przypominają Stare Dobre Małżeństwo. Teksty można natomiast przyrównać do ABBY. Skąd ten rozstrzał? Kwiat Jabłoni trudne i bolesne historie okrasza lekkimi, folkowymi dźwiękami. To zupełnie tak, jak w przypadku szwedzkiego utworu Mamma mia. W dużym uproszczeniu: wszyscy tupią nóżką w rytm marsza żałobnego.

Pierwszy utwór z płyty Mogło być nic nosi tytuł Buka. Kołysząca melodia pobudza w wyobraźni zachód słońca w Dolinie Muminków. Może się wydawać, że rytm ten ukołysze niejednego Muminka. Jednak tytułowa Buka nie śpi i regularnie, choć niespodziewanie nawiedza swoje ofiary. Cały utwór to nie tylko strach przed realną Buką, ale także niepewność w oczekiwaniu na nią.

Czym jest Buka? Dla każdego będzie czymś innym – powracającą historią z przeszłości, wyrzutami sumienia, depresją. Momentami anielski głos Kasi stoi w opozycji do tego, co przekazuje tekst. Zupełnie tak, jak czasem w opozycji do depresji stoi uśmiech.

Drugi utwór to Mogło być nic, które było (sic!) singlem całej płyty. Pierwsze wrażenie, jakie odniosłam, słuchając tej piosenki, to że jest to utwór bardzo smutny. Zresztą po Buce czego można się było spodziewać? Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam jednak, że to utwór o docenianiu. Bo mimo pandemii, wielu pojedynczych końców świata, mimo osobistych dramatów, to…

 To zapiera dech, że jest coś, a nie nic, gdy budzisz się to nadal jesteś ty i to zapiera dech, że obok ciebie jest ktoś i że mogło być nic, a jest wszystko

Mogło być nic to oprócz przypomnienia, że mamy być za co wdzięczni, także prezentacja. Prezentacja zdecydowania bardziej rozbudowanego instrumentarium, niż można było usłyszeć na płycie Niemożliwe. Za to trzeci utwór dość wyraźnie nawiązuje do pierwszej płyty, na której utalentowane rodzeństwo śpiewało „kto powie mi jak radzić sobie mam, kiedy taki wielki świat nade mną mam”. Tym razem słyszymy

Nikt mnie nie uprzedzał nie ostrzegał jak będzie i nikt nie podał przyczyny
Nikt nie powiedział słowa lecz w ten dzień wystawiono mnie pod drzwi

Płyta Mogło być nic to sinusoida. Zaczynamy od spokojnej, jednak podszytej niepokojem, Buki, przechodzimy przez utwory weselsze i spokojniejsze. Raz na wozie, raz pod wozem – jak w życiu.

Spotykamy synkopowaną, przez to zapamiętywalną Kometę, Zaczynamy od zera, zakładamy Maskę i udajemy się na Bankiet. W trakcie Bankietu można się zasiedzieć. Dlaczego? Ciepłe i miękkie brzmienie głosów i instrumentów ma w sobie coś hipnotyzującego. Tak samo, jak hipnotyzuje Wyjście z bankietu – urocza improwizacja, która swoją prostotą uderza tam, gdzie powinna, czyli w serce i w sedno.

Nareszcie przychodzi czas na Przezroczysty świat. Jest to jeden z najbardziej zapamiętanych przeze mnie utworów z tej płyty. Jacek brzmi mi tam momentami iście Maleńczukowo i w tym przypadku jest to komplement. Już czuję ten beat na koncercie!

O wiele więcej na tej płycie bluesowania i jazzowania niż na Niemożliwe, ale zdarza się także orkiestrowa perełka, a raczej potencjalna orkiestrowa perełka – Idzie zima. Taką obietnicą kończy się płyta. Wyraźnie pobrzmiewają tam dęciaki, które dają mi preludium wersji orkiestrowej, a mam nadzieję, że taka powstanie. Żal nie wykorzystać potencjału i dosadnie pokazać, że ostatecznie wszystko dobrze się kończy. A skoro nie jest dobrze, to to jeszcze nie koniec.

Moja ocena:

9/10

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *