Jakub Jarno to Remigiusz Mróz?
|

Jakub Jarno czy Remigiusz Mróz? Kto tak naprawdę jest autorem „Światłoczułości”?

W sieci od kilku tygodni wrze! Czy zyskująca popularność debiutancka powieść „Światłoczułość” wcale nie jest debiutem? Okazuje się, że pod nazwiskiem Jakuba Jarny najprawdopodobniej ukrywa się nie kto inny jak sam Remigiusz Mróz. Co wiemy na ten temat?

Światłoczułość Jakuba Jarny ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego 9 października br. Od tego czasu zainteresowanie książką stale rośnie, jednak niekoniecznie ze względu na walory artystyczne czy poruszającą fabułę. Internet huczy od plotek, jakoby prawdziwym autorem książki był… Remigiusz Mróz. Zaskakujące? Niekoniecznie. Nie byłby to bowiem pierwszy raz, kiedy jeden z najpopularniejszych autorów znad Wisły ukrywa się pod pseudonimem. Miało to miejsce już w 2017 roku, kiedy publikował jako Ove Løgmansbø, tworząc nowy cykl kryminalny osadzony na Wyspach Owczych. Pod tym nazwiskiem ukazały się trzy książki wchodzące w skład Cyklu Vestmanna: Tom 1. Enklawa, Tom 2. Połów, Tom 3. Prom.

Pierwsze wzmianki o tym, że za Światłoczułością nie stoi wcale nieznany nikomu debiutant pojawiły się pod koniec listopada. Na portalu Onet.pl ukazał się wówczas felieton Amelii Sarnowskiej pt. Remigiuszu Mrozie, czy właśnie po raz kolejny zostałeś debiutantem? Dziennikarka nie tylko dzieli się w tekście swoimi spostrzeżeniami, ale i  pyta wprost – czy Jakub Jarno to w rzeczywistości Remigiusz Mróz?
Tekst można przeczytać tutaj.

Jakub Jarno mieszka z rodziną na wsi. Nie chce mówić o sobie więcej, uważa bowiem, że książki będą przemawiać za niego. Jeszcze przed debiutem postanowił, że nie udzieli żadnego wywiadu i nie będzie zabierał głosu publicznie. Jest przekonany, że to nie pisarz jest ważny, ale jego opowieść. I że jedynie kryjąc się w słowach, można sprawić, by te ożyły w umysłach innych. – czytamy na stronie Wydawnictwa Literackiego.

W czasach, kiedy promocja i bycie obecnym w mediach społecznościowych to niemal konieczność, taka postawa debiutanta może zaskakiwać. Niewielu pisarzy, nawet tych ze sporym dorobkiem, może sobie pozwolić na wyłączenie się z aktywnych działań marketingowych.

Jarno – nieznany debiutant – ma jednak ogromne szczęście! Wydawnictwo Literackie zdecydowało się na szeroko zakrojoną promocję jego książki. Na kilka dni przed premierą, a dokładniej 5 października, fragment utworu nieznanego debiutanta pojawił się w Onecie z chwytliwym i wyjątkowo pochlebnym leadem: Najważniejsza książka tej jesieni? Niewykluczone. Z pewnością jest to jedna z najbardziej zaskakujących i tajemniczych polskich powieści, jakie ukażą się w tym sezonie wydawniczym. Partnerem artykułu było Wydawnictwo Literackie. Trzeba przyznać, że niewielu debiutantów może liczyć na promocję w jednym z największych opiniotwórczych portali internetowym i to jeszcze przed pojawieniem się książki na rynku.

To jednak nie wszystko. Wydawnictwo Literackie zdecydowało się także na produkcję słuchowiska w gwiazdorskiej obsadzie – Krzysztof Gosztyła, Karolina Gruszka i Antoni Pawlicki. Tutaj warto odnotować, że Krzysztof Gosztyła to lektor, który do tej pory najczęściej użyczał swojego głosu książkom Remigiusza Mroza (m.in. cykl o komisarzu Forście czy prawniczce Joannie Chyłce).

W sieci zaczęło pojawiać się coraz więcej dyskusji i teorii na temat Światłoczułości oraz tego, czy Jakub Jarno to kolejny pseudonim Mroza. Po wielu tygodniach głos zabrał sam Mróz, który ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza.

https://www.instagram.com/remigiuszmroz/

Chodzą słuchy, że to ja napisałem „Światłoczułość”, a Jakub Jarno to mój pseudonim literacki. Możliwe? Czy wykluczone? @wydawnictwoliterackie, wiecie coś na ten temat? – czytamy w instagramowym wpisie Remigiusza Mroza.

Podobną taktykę niepotwierdzania i niezaprzeczania przyjmuje Wydawnictwo Literackie. W ich komentarzu pod postem czytamy:

Też nam się coś obiło o uszy 😉

Wszystko to jedynie podsyca zainteresowanie Światłoczułością, co bez wątpienia wpłynie na wyniki sprzedażowe. Mróz chętnie bierze udział w tej grze. Bardzo prawdopodobne, że całe zamieszanie wokół książki i jej autora to świetnie wykalkulowane działanie promocyjne i już wkrótce wydawnictwo lub sam Remigiusz Mróz potwierdzą prawdziwą tożsamość Jakuba Jarny. 

No właśnie tutaj zdania są podzielone. Część odbiorców uważa, że to po prostu dobrze przemyślana strategia promocyjna, sposób na dodatkowy darmowy rozgłos oraz możliwość dotarcia do tych czytelników, którzy po Remka raczej nie sięgają. Może być to także zwyczajny prztyczek w nos Mroza, który chciał się zabawić, tworząc sobie kolejny pseudonim. A może tylko chciał się sprawdzić? W końcu pisarze robią tak od dawna (np. J. K. Rowling i jej cykl o Cormoranie Strike’u).

Z innej strony czytamy jednak opinie bardziej krytyczne, uznające taki zabieg za jawne oszukiwanie czytelników. 

Czy samo śledztwo było prawdziwe? Czy to wyłącznie kolejne marketingowe zagranie, a wątpliwość zasiana przez dziennikarkę Onetu to kontrolowany przeciek? Pewnie się nie dowiemy. 


Historia, która domagała się, by ją opowiedzieć. Narrator, który czekał, aż zjawisz się, by jej wysłuchać. I ona. Dziewczyna, w której wszyscy się gubili, lecz on jeden się w niej odnalazł. Światłoczułość to przejmująca wędrówka przez czas, której nie sposób przerwać, każdy kolejny zakręt jest bowiem jak zaproszenie do nowego świata, który chcemy zgłębić.

To opowieść o dziecięcej i dorosłej wrażliwości w obliczu największych okropieństw ludzkości, o sile wspomnień, które potrafią ukształtować całe życie. To także pean na cześć literatury i naszego prywatnego układania liter w słowa, a słów w zdania. Dla Jakuba Jarno mają one tę piękną właściwość, że potrafią przetrwać naszą pamięć i nas samych.

Dodaj komentarz