dzien-dluzszy-niz-stulecie-b-iext161536648

Dzień dłuższy niż stulecie

Autor:

Czingiz Ajtmatow

Data wydania:

01/01/1986

Wydawnictwo:

Książka i Wiedza

Tłumaczenie:

Aleksander Bogdański

Stron:

406

ISBN:

8305115798

Powieść ta jest opisem jednego długiego dnia wyprawy grona żałobników przez step na odległe cmentarzysko. Lecz w opisie tym – stapiając w jednej narracji rzeczywistość, mity i legendy swego kraju z fantastyką kosmiczną – poruszył pisarz wiele spraw o znaczeniu uniwersalnym, wyraził niepokój o losy świata, fizycznie poszerzającego się o kosmos, duchowo jednak pustoszejącego.

Jedna odpowiedź do “Dzień dłuższy niż stulecie”

  1. „Jedynie ten może pozostać sam na sam z ciszą sarozeków, kto potrafi pogodzić wielkość pustyni z własną duszą”.

    Sary Ozek, osada pośrodku stepów, pośrodku niczego, na terenie Kazachstanu. To tam spędzimy czas, czytając książkę te kilka dni, jednocześnie poznając głównego bohatera, Burannego Edigieja. Jego życie, trwanie na surowej, czasami wręcz wrogiej pod względem klimatycznym, ziemi. Pozostając obserwatorem jego zmagań, przemyśleń, trudnych wyborów i zachwytów życiem, mimo wszystko.

    To moje pierwsze spotkanie z twórczością Ajtmatowa, już wiem, że nie ostatnie. To też zderzenie mojego małego doświadczenia z literaturą, której miejsce akcji jest tak srogie, wymagające, wyssane z wszelkich wygód i udogodnień, gdzie dodatkowo czasy lat 50 tych XX wieku uzurpują sobie prawo do wielu niegodziwych decyzji.
    Fabuła książki opiera się na opisie drogi konduktu żałobnego, któremu przewodzi Edigiej. Ma on na celu złożenie zwłok przyjaciela na odległym o kilkadziesiąt kilometrów cmentarzu.
    Podczas tej podróży, która trwa jeden dzień, Buranny Edigiej wspomina swoje życie, ślepy los, który go przywiódł do wioski a także życie kilku bliskich mu ludzi, z którymi trwa na tym wymagającym kawałku ziemi, jego całym teraz świecie. Jeden dzień w kalendarzu a całe dziesięciolecia noszone w sobie. Mieć takiego przyjaciela, jakim był Kazangap, to przywilej, stąd też trwanie podczas jego ostatniej drogi to rzecz święta.

    „Zdarza się niekiedy, iż losy poszczególnych ludzi stają się własnością ogółu, gdyż cena zawartej w niej nauki jest tak wysoka, a siła uczuć tak wielka, że przeżycia jednego człowieka rozprzestrzeniają się jakby na wszystkich jego współczesnych, a nawet na tych, którzy nadejdą o wiele później…”.
    Czuję, że losy Burannego Edigieja, człowieka pracy, głębokich wartości i honoru są losami rozprzestrzeniającym się pośród ziemi kazachskiej do dziś…

    Książka o człowieczeństwie, jego głęboko ludzkim aspekcie, ale też i barbarzyńskim wynaturzeniu. O miłości, ogromnej miłości matki do dziecka, miłości rodziców. Ale też niemożliwej to zrealizowania miłości romantycznej, uwierającej i spalającej.

    O zwykłym, codziennemu życiu pędzonym w ogromnie trudnych warunkach geograficznych i klimatycznych. O bezsilności wobec instytucji opresyjnego państwa i jego trudnych do przyjęcia zasad. Jest tu też, dość moim zdaniem niespodziewanie, wątek fantastyczny, opisujący pierwsze spotkanie z cywilizacją pozaziemską. Ale jak to zwykle bywa, wątki fantastyczne i tak są najbardziej o nas, zwykłych ludziach naszych ambicjach, zwykle braku akceptacji dla zmian i strachu przed poznaniem nowego. Oraz wielu, wielu innych kwestiach.

    Jest to pozycja wieloaspektowa, bardzo dużo zmieściło się w tej z pozoru niedużej książce, trochę nadgryzionej już zębem czasu. Szkoda, że takie pozycje nie są wznawiane i szerzej komentowane. Książka nie jest dostępna w księgarniach, ale już w drugim obiegu, spokojnie do kupienia.

    Kiedy zaczęłam ją czytać, od razu pojawiła mi się myśl, a może bardziej odczucie, że to taki na mój własny użytek stworzyłam pojęcie „stary styl pisania”. Myślę, że można by go chyba po prostu nazwać klasycznym. Obudziły się wspomnienie czytania takich pisarzy jak Hemingway czy Remarque… Stara dobra literatura. Literatura, która opowiada o zwyczajnych ludzkich życiach, a pod powierzchnią tych zwykłych dni i zwykłych ludzi kryją się całe oceany uniwersalnych przypowieści i prawd o nas wszystkich. Czasem zwykłych a czasem nie tak do końca.

    Bardzo ciekawy i wartościowy jest też wstęp samego autora, który trochę tłumaczy nam tę książkę tłumaczy nam tym samym swój punkt widzenia świata i zasad nim rządzących. Według mnie dość postępowe i otwarte, jak na czasy i okoliczności, w jakich tę książkę pisał.

    Sądzę, że można by o niej jeszcze wiele napisać to proza nasycająca naszą głowę wieloma refleksjami, trzeba tylko pozwolić jej na to. Pozwolić naszej głowie i pozwolić prozie.

    Polecam bardzo. „Dzień dłuższy niż stulecie” ma mój zachwyt.
    Czytanie takiej powieści to spotkanie z bardzo dobrą literaturą, nastręczającą przemyśleń i drgań.

    „I księga ta zamiast mojego ciała,
    I słowo to zamiast duszy mojej…”.

    Moja ocena: 9/10

    Ostatni akapit. Ostatnie zdanie Natalia Leszka (Facebook i Instagram)

Dodaj komentarz

Aktualności

Nadchodzące wydarzenia

styczeń 2020

pon.wt.śr.czw.pt.sob.niedz.

1


2


3


4


5


6


7


8


9


10


11


12


13


14


15


16


17


18


19


20


21


22


23


24


25


26


27


28


29


30


31