Beksa
Autor:
Data wydania:
Kategoria:
Wydawnictwo:
Stron:
ISBN:
Historia dwóch mężczyzn: tajemniczego Adama, uciekającego przed swoją kryminalną przeszłością w Bieszczady oraz Irka, młodego szczecińskiego gangstera zmagającego się z zaburzeniami lękowymi. Przestępcza przeszłość obu bohaterów prowadzi ich losy ku sobie, lecz to kobiety biorą w ich imieniu rewanż na rzeczywistości. Akcja pozornego kryminału przeplata się z opisami choroby psychicznej i terapii, a zakończenie zmusza do odpowiedzi na niewygodne pytania.
Beksa to opowieść o ludziach i o tym, jak los potrafi spleść ich historie. Zaskakująca, smakowita i napisana pięknym językiem. Precyzyjna jak mechanizm do samodzielnego złożenia, ale bez instrukcji: na początku dostajesz trochę części i kół zębatych, składając je przez długi czas zastanawiasz się, jak to będzie działać, a na końcu okazuje się, że wszystko idealnie się zazębia, a efekt wzbudza podziw. Po raz kolejny autor udowadnia swój literacki kunszt, budując zgrabną historię ubraną w cudowne słowa, gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje, a los igra ze wszystkimi jednakowo, nie zważając na status, pochodzenie, ani nawet to, czy się jest dobrym, czy złym.
Marek Stelar
Aktualności
- Poznaliśmy najlepsze polskie głosy minionego rokuZłote Głosy 2025 rozdane! Polska branża audiobookowa kolejny raz przyznała swoje najważniejsze wyróżnienia. Podczas...
- Wydawnictwo Drzazgi kończy działalnośćNiezależna oficyna literacka Drzazgi po kilku latach obecności na rynku ogłosiła zakończenie działalności. Choć...
- 12 najlepszych zagranicznych książek roku 2025 według „Polityki”Magazyn „Polityka” opublikował autorski ranking najlepszych zagranicznych książek mijającego roku. Które tytuły wyróżniono? Rok...
- 10 książek roku 2025 według „Książek. Magazynu do Czytania”Sezon podsumowań czytelniczych rozpoczęty! Redakcja „Książek. Magazynu do czytania” udostępniła już swoje zestawienie TOP...
Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają.
Jean de La Bruyère
Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów.
Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza
I z każdym dniem wiedziałem mniej, i z każdym dniem popadałem w rozpacz, że nigdy nie przeczytam tego, co powinienem przeczytać.
Marek Hłasko, Piękni, dwudziestoletni
Wolę książkę, która ma niepoważne zamierzenia i poważne osiągnięcia, od dzieł, które mają poważne zamierzenia i niepoważne osiągnięcia.
Antoni Słonimski
Czytamy, by wiedzieć, że nie jesteśmy sami.
C. S. Lewis
Ciekawe życie mają tylko ci, którzy potrafią tę ciekawość dostrzec.
Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa
Nadchodzące wydarzenia
| ◄ | czerwiec 2026 |
► |
| pon. | wt. | śr. | czw. | pt. | sob. | niedz. |
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
8 | 9 | 10 | 11 | 12Grossowisko ̵... | 13Grossowisko ̵... | 14Grossowisko ̵... |
15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
29 | 30 |






Jeden komentarz
Wyobraźcie sobie włosy. Długie, piękne włosy. I teraz ukryjcie wszystkie grzebienie świata. Wszystkie zębate ustrojstwa.
Nie można ich czesać. Myć. Zakaz dbania. Zaczynają się plątać. Tygodniami. Miesiącami. Spada na nie brudny miejski deszcz, mieszka w nich bałtycki piasek, przyjmują fakturę poduszki. I kiedy to już nie piękne i nie włosy, można je tylko odciąć od głowy. Pozbawić kołtuna. Usunąć z obrzydzeniem i obawą. Co się w nim zalęgło.
Oni hodowali kołtuny między żebrami. Pod samą skórą jątrzyły się nienazwane zaniedbania, gotowe się babrać i psuć. I w głowach zamiast “ciepło i dobrze” brzmiało: nie wolno płakać, nie wolno się bać. Nie czuj. Beksa.
Rozsadza go. Najpierw bije równo z sercem. Później wyprzedza, popędza. Rozrywa żyły i chce się wydostać na zewnątrz. Co to jest? Dlaczego i jakim prawem to nim rządzi? Ma sobie pójść. Ma tego nie być. A jeśli to jego kawałek i on jest nim i o nim, to prędzej go amputuje, niż przyjmie i zrozumie.
To właśnie oni, zaplątani w supły. Ze sobą, między sobą i w sobie. To bohaterowie Beksy. Oni. I one, ale jakby nie z tego bieguna, inne. Kiedyś upadły i się rozsypały, żyły dalej. Kupka piasku. Proch. Każdy je widział i nikt nie widział. Każdy wiedział. A oni. Skorupy. Twarde, zrogowaciałe pancerze. Nie wolno ich naruszyć i otworzyć. Bo wszystko, co żyje w środku, umrze. Spalone słońcem imion, oczekiwań i rozwiązań. Ale szukają i sięgają. Żeby z tego mięsa pod skorupą ulepić człowieka.
A to całe bolesne zawiniątko, z którym właściwie trudno obcować i trudniej zapomnieć, mieszka w przepięknych słowach. Jakby czekały na siebie i się znalazły, żeby ułożyć się w coś ważnego.
Nie umiem tego znaleźć i nazwać, ale zostaję z wrażeniem, że nie do końca rezonuję z tą historią. Może przez to, że rezonuję za bardzo. Bo muszę ją i siebie po niej wsadzić do jakiejś szuflady. A skąd ja wezmę taką piękną szufladę.